Po blisko 5 latach rządów z tylnego siedzenia Jarosław Kaczyński został zmuszony do wejścia do rządu. Zostało dla niego stworzone stanowisko szefa Komitetu ds. Bezpieczeństwa.

Nazwę wymyślano w pośpiechu, bo nikt nie pomyślał o fatalnych konotacjach z Komitetem Bezpieczeństwa Państwowego, czyli sowieckim KGB. Kaczyński musiał wejść do rządu, aby stać się arbitrem między Zbigniewem Ziobro, a Mateuszem Morawieckim. Ziobro już nawet nie udawał, że używa podległych mu resortów do gromadzenia niewygodnej wiedzy dla obecnego premiera.

W tle jest jeszcze tragiczna sytuacja w tajnych służbach. TVN pokazał spowiedź Tomasza Kaczmarka, „agenta Tomka”, kilka la temu jednego z najbardziej zaufanych ludzi szefów pisowskiej bezpieki: Mariusza Kamińskiego i Macieja Wąsika. Kaczmarek, mniejsza z jakich powodów, pokazał w jaki sposób Kamiński i Wąsik wrabiali ludzi w korupcję.

Kaczyński specjalnie wrażliwy nie jest, ale fakt iż jego ludzie od brudnej roboty zaliczyli publiczną wpadkę (zaufali niewłaściwej osobie) musi boleć.

Dodatkowo już coraz głośniej mówi się o tym o czym rok temu publicznie pytał lider Konfederacji Grzegorz Braun: chorobie alkoholowej Kamińskiego, która sprawia iż faktycznie niczym nie rządzi i nic nie nadzoruje. Przy okazji rekonstrukcji rządu pojawiła się informacja, że Kamiński odejdzie z „powodów osobistych”. Naciskał na to Mateusz Morawiecki, który parę razy miał wątpliwą przyjemność oglądania Kamińskiego „nawalonego jak stodoła po żniwach”. Bezskutecznie, bo Kamiński pozostaje ostatnim aktywem Kaczyńskiego, który dysponuje realną siłą.

Ostatnie czołganie Ziobry

Oficjalnie nie rządzi PiS tylko koalicja Zjednoczona Prawica, zrzeszająca oprócz PiS-u Solidarną Polskę Zbigniewa Ziobro i Porozumienie Jarosława Gowina.

Z Zjednoczoną Prawicą jest jak ze świnką morską. Jak wiadomo zwierzę to nie jest ani świnką, ani morską. Podobnie Zjednoczona Prawica nie jest ani zjednoczona, ani nie jest prawicą.

To sojusz głodnych kasy i władzy miernot, dla których państwowe posady są jedynym sposobem zarabiania przyzwoitych pieniędzy. Poziom moralny i kompetencyjny obecnej władzy pokazuje przykład Ryszarda Czarneckiego, europosła, który zarabiając 30 tys. miesięcznie nie mógł się oprzeć pokusie wyłudzania zwrotów za rzekome dojazdy samochodem do Brukseli. Fakt iż Kaczyński nie wyciągnął wobec Czarneckiego żadnych konsekwencji jest znaczący.

       Oficjalnym powodem konfliktu w koalicji było głosowanie tzw. ustawy dla zwierząt. Kaczyński ni z tego ni z owego kazał uchwalić  zakaz hodowli na futra zwierząt, za wyjątkiem królików (nie wiadomo dlaczego tych zwierzątek mu nie żal). Przy okazji połamał wszystkie możliwe przepisy legislacyjne i Konstytucję. Ustawa de facto wywłaszczająca hodowców nie przewiduje żadnych odszkodowań i ma roczne vacatio legis. Przy okazji skompromitowała się do szczętu opozycja z pod znaku Platformy Obywatelskiej i Lewicy. Przez pięć lat krzyczeli, że Kaczyński i PiS niszczy prawo i demoluje państwo. Gdy jednak okazało się, że ma ochotę to państwo demolować w „słusznej sprawie”, to Platforma i Lewicy poparły niekonstytucyjne prawo. Na dodatek uchwalone bez notyfikacji Komisji Europejskiej, co w przyszłości doprowadzi do jeszcze większego bałaganu prawnego.

       Ziobro i część jego posłów zagłosowała przeciwko ustawie. Było to do przewidzenia. Ziobro bowiem ma jawny sojusz z o. Tadeuszem Rydzkiem. Ten zaś z kolei ma doskonałe relacje z przemysłem futerkowym. Dla Ziobry poparcie Ojca Dyrektora, to być albo nie być w polityce. Tak naprawdę Kaczyński użył sprawy futerek jako pretekstu. Od kilku miesięcy bowiem Ziobro dawał się mu mocno we znaki. Podkręcał i radykalizował linię partii. Poczynając od zaogniania stosunków z Unią Europejską, a na szczuciu na LGBT kończąc. W ten sposób Ziobro chciał się wyróżniać na tle nijakiego PiS, jako ten, który wciąż jest ideowy. Kaczyński miał dość tego „bujania łajbą” przez Ziobrę. Kwestia futerek była tutaj tylko pretekstem.

       Jak ujawnił portal businessinsider już trzy tygodnie przed zadymą w koalicji Kaczyński kazał sporządzić listę ludzi Ziobry w spółkach skarbu państwa. Gdy zaczęły się harce w koalicji Kaczyński od ręki pokazał Ziobrze czym skończy się bunt. Ziobro został złamany i publicznie zaczął się kajać. Groził mu bowiem scenariusz taki jaki w 2007 r. Kaczyński zgotował Andrzejowi Lepperowi. Po odwołaniu go z rządu Kaczyński zwyczajnie zaczął przejmować jego posłów. Ziobro nie mógł ryzykować, że mając do wyboru pewność spłacania kredytów i lojalność wobec szefa, jego ludzie wybiorą to drugie.

       Prawdziwym powodem napięć w rządzie i koalicji jest kwestia następstwa po Kaczyńskim. Ten namaścił Mateusza Morawieckiego. Ziobro jednak nie zamierza odpuszczać. Jednym z punktów zapalnych koalicji była tzw. ustawa „bezkarność plus”. Wprost uznająca, że przestępstwa popełnione w celu walki z covid-19 nie są karane. Chodzi m.in. o Mateusza Morawieckiego i jego bezprawną organizację wyborów prezydenckich. Jak pamiętamy kazał je organizować kompletnie bez podstawy prawnej. Na koniec zaś okazało się że wyrzucono w błoto jakieś 70 mln zł. Od Ziobry zależy dziś czy Morawiecki będzie się z tego tłumaczył przed sądem czy nie. Dlatego Kaczyński chciał ten atut Ziobrze zabrać. Gdy Ziobro publicznie zwalczał „bezkarność plus” nie chodziło mu o zasady, ale o to, aby go jednostronnie nie rozbrajać.

Wszystkie „haki” Ziobry

Wiedza o aferach PiS to główne dziś atuty Ziobry. W tym dotyczących samego szefa PiS i premiera Mateusza Morawieckiego. Oto lista tych „haków”. Prokuratorzy Ziobry w 2019 r. skręcili sprawę zgłoszoną przez austriackiego biznesmena Geralda Birgfellnera. Oskarżył on Kaczyńskiego o oszustwo (nie zapłacenie za wykonaną pracę przy planowaniu budowy dwóch wieżowców w Warszawie). A także o zmuszenie go do przekazania 50 tys. złotych łapówki dla członka władz księdza z rady fundacji, która jest właścicielem spółki Srebrna.

W wypadku Morawieckiego spraw jest znacznie więcej. Po pierwsze sprawa majątku, który przepisał na żonę. Kolejnym „hakiem” jest śledztwo w sprawie kredytów walutowych. Udzielał ich na dużą skalę Bank Zachodni WBK (obecnie Santander), kiedy kierował nim Morawiecki. Od 2016 r. Prokuraturze Regionalnej w Szczecinie trwa w tej sprawie śledztwo.

Kolejnym jest rola Morawieckiego, jako szefa BZ WBK, w prywatyzacji CIECH S.A, w której już postawiono zarzuty. Transakcje finansował właśnie kierowany przez Morawieckiego bank.

Do tego dochodzą wspomniane już przestępstwa z okresu walki z covid-19. Polecenia przez Morawieckiego organizowania wyborów przez Pocztę Polską, bez podstawy prawnej, skutkujące ogromnymi stratami finansowymi. A także zakupy dokonywane przez Ministerstwo Zdrowia bez żadnego trybu. Chodzi o słynne respiratory, których nie było i bezużyteczne maseczki kupowane przez resort i spółki skarbu państwa.

W tych sprawach tyczy się już śledztwo. Jeden z wysokich rangą urzędników Ministerstwa Zdrowia, zdaniem moich informatorów był protegowanym Morawieckiego.

Na głównego „hakowego” Kaczyńskiego szefa służb i MSWiA Mariusza Kamińskiego Ziobro ma najwięcej „papierów”. Chodzi między innymi o sprawę kradzieży 15 mln złotych z funduszu operacyjnego CBA i braku podjęcia stosownych działań przez Kamińskiego jako nadzorcę. W grę chodzi również ujawnione przez byłego współpracownika CBA Tomasza Szwejgierta fakty chronienia przez Kamińskiego i jego podwładnych mafii lekowej, paliwowej i gangu ludzi podszywających się pod funkcjonariuszów tajnych służb (tzw. afera gangu przebierańców).

Ziobra ma też oczywiście „haki” na pomniejszych polityków PiS. Jeżeli zdecyduje się na wojnę kwitami, to PiS może bardzo szybko podzieli los Akcji Wyborczej „Solidarność” w 2001 r., którą w kilkanaście miesięcy zniszczyły afery.

Na razie panowie się pogodzili. Ale tak naprawdę to nie pokój, a zawieszenie broni. Jeden z polityków PiS szacuje, że ów rozejm potrwa 4 do 6 miesięcy i skończy się jatką. – W końcu ile można spać z otwartymi oczyma i nożem w ręce – tłumaczy obrazowo.

Jan Piński

Pokaż więcej Jan Piński
Pokaż więcej w  Kraj

Zobacz też

Gąsiorowski: WSI przy wsparciu służb cywilnych zniszczyło Art-B

Afera, której nie było. Wieści24.pl: Jak się czuje człowiek, któremu się upiekło, bo zarzu…