Od momentu powstania nowego „rodzaju sił zbrojnych” interesowało mnie, czym tak naprawdę zajmuje się obrona terytorialna.

Kilka lat temu popełniłem jeden ze swoich artykułów, w którym opisałem jak to dzielnie terytorialsi odbijali lotnisko w Olsztynie. Brawurowa akcja została pokazana w mediach jako przykład dla innych żołnierzy. Zaledwie 40 osobowy pododdział zajął całe lotnisko, czyli dokonał tego, co według gen. Polko mogła zrobić cała jednostka wojskowa 2305 GROM.

Dowodzący WOT stwierdził wtedy, że: „operacje połączone są częścią „kodu DNA” Wojsk Obrony Terytorialnej”, dodał także: „moją ambicją jest również pokazanie potencjału żołnierzy terytorialnej służby wojskowej. To niezwykle zmotywowani ochotnicy”.

Jednak samą motywacją nie da się zastąpić wyszkolenia ogólnowojskowego, a już na pewno wyszkolenia, które posiadają żołnierze jednostek specjalnych i desantowych. Polscy publicyści posuwają się tutaj do określenia żołnierzy WOT jako „amatorska armia leśna”. Niektórzy nazywają ich również „partyzantka Antka”, lub wprost – „amatorzy”.

Mnie interesowało jednak to, jak po tych kilku latach żołnierze WOT wykonują postawione im zadania ustawowe. Dochodziły do mnie bowiem niepokojące informacje o ich służbie.

Na „tapetę” wziąłem więc jedną z brygad terytorialsów. Szczególnie interesowało mnie to, na jakiej podstawie prawnej żołnierze 4 brygady terytorialnej z Olsztyna, a konkretnie z 43 Batalionu Lekkiej Piechoty z Braniewa, wykonywali zadania służbowe związane z ochroną kościołów oraz jak wyglądała ich współpraca z Policją w tym zakresie.

Wystosowałem więc kilka pytań do rzecznika 4 brygady terytorialnej z Olsztyna, p. Pauliny Kucińskiej, rzecznika WOT, p. Marka Pietrzaka oraz Centrum Operacyjnego MON.

Pierwszą odpowiedź uzyskałem od p. Pietrzaka. Jego odpowiedź składała się ze zwrotów „nie” , „jak wyżej” oraz „nie realizują”. Niespecjalnie merytorycznie, jak na oficera w stopniu pułkownika, ale o tym później.

Odpowiedź z CO MON brzmiała: „informujemy, że żołnierze WOT nie realizują i nie realizowali zadań z zakresu ochrony miejsc kultu religijnego. Tym samym wszystkie Pana pytania są bezprzedmiotowe”. Również merytorycznie.

W zasadzie tylko z p. Kucińską wymieniłem „merytoryczną” korespondencję. Na pierwsze moje pytania odpowiedziała: „bardzo mi przykro, ale temat kompletnie nie dotyczy naszej Brygady”.

Z kolei na następne pytania odpowiedziała w sposób, który trudno nazwać jakąkolwiek odpowiedzią na pytania dziennikarskie. Cytuję w całości: „Zgodnie z ustawą o dostępie do informacji publicznej z dnia 6.09.2001r. według art. 13 ust. 1 „udostępnianie informacji publicznej na wniosek następuje bez zbędnej zwłoki, nie później jednak niż w terminie 14 dni od dnia złożenia wniosku, z zastrzeżeniem ust. 2 i art. 15ust. 2”. W związku z powyższym nadmieniam, że odpowiedzi na przesłane pytania udzielę w terminie do dnia 28.11.2020r.”.

Jednocześnie p. Kucińska zażądała ode mnie „przedłożenia upoważnienia i podstaw redakcji do uzyskania informacji” oraz „uzasadnienia potrzeby posiadania powyższych informacji”. Jeszcze nigdy nie spotkałem się z takim podejściem urzędnika, a w ostatnim czasie wysyłam wiele pytań do różnych organów państwowych.

Zachowanie takie można określić, jako brak elementarnej wiedzy o zadaniach, jakie realizuje jednostka, w której pełni się służbę. A może to głupota, czy też jedno i drugie? Rozumiem, że od żołnierzy nie wymaga się wiele, ale bez przesady. Skoro p. Kucińska jest już oficerem (tak, proszę się nie śmiać), to wydawałoby się, że powinna posiadać choćby elementarną wiedzę służbową.

Może rzecznicy prasowi w MON brani są z łapanki, a o objęciu przez nich tego stanowiska decydują inne czynniki, jak np. ładna buzia? Nie mnie oceniać. Wolałbym jednak prowadzić dyskusję z osobami, które chociaż w minimalnym stopniu znają się na tym, co robią i za co płacą im podatnicy, w tym również i moja skromna osoba.

Na mojego kolejnego maila p. Kucińska odpowiedziała: „Mając na uwadze powyższe wzywamy Pana do przedłożenia upoważnienia do działania w imieniu redakcji „Służby Specjalne-bez cenzury” i jednoczesnego spełnienia wymogu formalnego udostępnienia informacji publicznej tj. złożenia wniosku na podstawie art. 13 ust. 1 ustawy o dostęp do informacji publicznej. Brak spełnienia wymogu formalnego skutkować będzie brakiem udzielenia informacji, jako nie mający podstaw do realizacji prawa do udzielenia informacji publicznej.”.

W dalszej części maila przeczytałem: „Abstrahując od powyższego, jednocześnie informuję, że zgodnie z treścią art. 5 ust. 1 ustawy o dostępie do informacji publicznej, podmiot zobowiązany do udzielenia odpowiedzi może odmówić udzielenia informacji z uwagi na ochronę informacji niejawnych lub innych tajemnic ustawowo chronionych. Odmowa następuję wówczas w formie decyzji administracyjnej.”.

Do dnia dzisiejszego takiej decyzji oczywiście ja oraz redakcja nie otrzymała. Więcej, jako rzecznik prasowy p. Kucińska powinna wiedzieć, że nie muszę być nawet dziennikarzem, by żądać od niej udzielenia odpowiedzi na pytania związane z funkcjonowaniem organów państwowych.

Przypomnę także, że p. Kucińska jest wyłącznie beneficjentem płaconych przeze mnie podatków, jednocześnie sama do budżetu państwa nie wnosi ABSOLUTNIE nic – poza czerpaniem z niego pełnymi garściami.

Skoro z taką premedytacją p. Kucińska próbuje coś ukryć, to jaki jest ku temu powód? Ja już wiem, Wy – Szanowni Czytelnicy – przeczytacie o tym wkrótce.

Wojciech Janik,

autor jest byłym agentem CBA, który ujawnił ogromne nieprawidłowości w tej służbie za rządów PiS.

CDN.

Pokaż więcej Redakcja
Pokaż więcej w  Kraj

Zobacz też

Kto szantażował polsko-izraelską spółkę? Niebezpiecznik.pl się tłumaczy

Puls Biznesu dotarł do zawiadomienia złożonego do prokuratury przez spółkę V440, właścicie…