Wojenki medialne jakie politycy PiS toczą ze środowiskami LGBT wyglądają bardziej na „ustawki” medialne mające mobilizować nieświadome niczego elektoraty, niż na faktyczny spór światopoglądowy.

Pełniący obowiązki Pierwszego Prezesa Sądu Najwyższego Kamil Zaradkiewicz w 2013 r., po kłótni z partnerem, pojawił się o trzeciej w nocy przed siedzibą Trybunału Konstytucyjnego (TK), w którym pracował. W piżamie i kapciach. Miał być pod wpływem grzybów halucynogennych. Taką szokującą historię opisała „Gazeta Wyborcza” na początku maja, po nominacji Zaradkiewicza. „Wyborczej” oberwało się od polityków i funkcjonariuszy medialnych PiS, że ujawnia orientację seksualną sędziego. Nie była to prawda, bo pierwsza o tych preferencjach seksualnych Zaradkiewicza mówiła już obecna członek TK Krystyna Pawłowicz już w 2016 r. „Zaradkiewicz znany wśród prawników ze swych sympatii dla środowisk homoseksualnych na jednej z konferencji naukowych na Wydziale Prawa UW dowodził, iż art. 18 Konstytucji nie stoi na przeszkodzie uznaniu związków jednopłciowych za „małżeństwo”. Powtarzał znane w tym zakresie poglądy prof. M. Wyrzykowskiego. Lobby homoseksualistów byłyby uradowane mając w TK „swojego” człowieka” – pisała w maju 2016 r. Pawłowicz na portalu wpolityce.pl, będących tubą propagandową PiS. Jak ujawnił były asystent Pawłowicz Rafał Otoka – Frąckiewicz, w swoim internetowym show „Pitu-Pitu”, w odpowiedzi na takie sugestie Zaradkiewicz miał wysłać Pawłowicz…. zdjęcie swojego odbytu. Cała sprawa zaczęła wyglądać kuriozalnie. W tle bulwersujących kwestii obyczajowych, zupełnie zgubiła się sprawa zażywania przez byłego już dziś p.o. I Prezesa SN substancji odurzających. Przypomniały się wszystkie, do tej pory pół oficjalne informacje, o nieformalnym lobby gejowskim w PiS, które trzęsie polską polityką. Wpycha swoich nominatów na kluczowe stanowiska w tajnych służbach, urzędach, spółkach skarbu państwa. I tych nie wyciszyła tego nawet rezygnacja Zaradkiewicza z funkcji I prezesa SN złożona 15 maja. W kampanii prezydenckiej Andrzeja Dudy PiS lobby gejowskie w PiS przebiło Himalaje hipokryzji oskarżając kandydata opozycji Rafała Trzaskowskiego o promocję LGBT w Polsce.

Tajemnica poliszynela

„To nie są geje, tylko porządni homosie, którzy nie obnoszą się z tym. Problem jest taki, że geje wiedzą, kto jest kto. I oni mówią krotko: „Jeżeli wy nas ruszycie, to my ujawnimy, kto u was jest homosiem”. Dla członka kierownictwa PiS-u takie coś to jest koniec kariery. I dlatego nic nie robią w tej sprawie [z LGBT – red.]” – stwierdził we wrześniu 2019 r. Janusz Korwin-Mikke.

W ten sposób jeden szef partii KORWIN i jeden z liderów Konfederacji odniósł się do faktów, które są znane wszystkim znaczącym dziennikarzom politycznym w Polsce – to tzw. tajemnica poliszynela. Poliszynel to postać z dawnego francuskiego teatru lalek i włoskiej komedii: z natury brzydka, gburowata, mamrocząc coś pod nosem zajmowała się plotkowaniem.

Najsilniejsze plotki dotyczą orientacji homoseksualnej samego Jarosława Kaczyńskiego. Ich początki sięgają prezydentury Lecha Wałęsy, który po konflikcie z braćmi Kaczyńskimi szyderczo zapraszał do pałacu prezydenckiego „Lecha Kaczyńskiego z żoną” i „Jarosława z mężem”. Gdy w październiku 2006 r. Wałęsa został zapytany o tą wypowiedź przez dziennikarzy stacji TVN Andrzeja Morozowskiego i Tomasza Sekielskiego, w programie „Teraz My”, nie tylko potwierdził swoje słowa z przed lat, ale dodał, że dokumenty potwierdzające homoseksualizm Jarosława Kaczyńskiego znajdowały się w jego słynnej teczce SB, w której była sfałszowana lojalka.

W 1993 r. na łamach tygodnika „Nie” ukazał się artykuł zdeklarowanego homoseksualisty Jerzego Nasierowskiego, mającego na koncie wyrok za współudział w zabójstwie i włamania. W tekście „Mąż Kaczyńskiego” Nasierowski otwarcie pisał, że ówczesnym partnerem Kaczyńskiego jest Paweł Rabiej, wówczas dziennikarz, dziś wiceprezydent Warszawy, od kilku lat publicznie deklarujący orientację homoseksualną. Tekst był na poły pornograficzny: Nasierowski nazywał młodego (22-letniego wówczas) Rabieja „Złotoustym Geniuszem Seksu”.

„Napisali o mnie tekst. Pamiętam zresztą ten dzień. Przyszliśmy z Ingą Rosińską do Sejmu, podeszła do nas Monika Olejnik, wtedy w Trójce, przytuliła i powiedziała: „Dlaczego oni to zrobili? Skandal straszny”. Nie wiedziałem, o co chodzi. (…) Miałem 22 lata, to był jednak brutalny coming out. (…) To był opis mojego niby barwnego życia erotycznego. Sporo rzeczy wyssanych z palca. Ale źródłem była osoba, która mnie znała, więc był tam jakiś poziom prawdopodobieństwa. I na końcu była postawiona teza, że pisząc książkę o Mieczysławie Wachowskim, ja nakręcam tę całą akcją przeciwko Wachowskiemu, czyli przeciwko Wałęsie i to ja wprowadzam w błąd Jarosława Kaczyńskiego. A robię to jako osoba, która najwyraźniej z nim sypia. Taka była tam niedopowiedziana, zawoalowana sugestia. „Mąż Kaczyńskiego” – komentował tą publikację po latach dziennikarzom TVN24 Paweł Rabiej.

Informacje na temat relacji osobistych Rabieja i Jarosława Kaczyńskiego były zbierane przez ówczesne Wojskowe Służby Informacyjne w szeregu operacji: m.in „Buś”, Paczka 1, Paczka 2, Paczka 3 i szeregu innych.

W listopadzie 2016 r. na łamach „Plusa Minusa”, dodatku do „Rzeczpospolitej” Robert Mazurek dociskał Rabieja o znajomość z Kaczyńskim. Pytał go wspólny wyjazd z szefem PiS i Michałem Bichniewiczem i Władysławem Stasiakiem do Sarajewa. Mazurek dociekał czy pojechał tam jako „przyjaciel Kaczyńskiego” i czy byli „na ty”. Gdy Rabiej zaprzeczył Mazurek prowokacyjnie zapytał: „A jak znajdę kogoś, kto potwierdzi, że byliście na ty?”. „Twierdzić to można różne rzeczy. Taka zaszczytna propozycja nigdy nie padła i słusznie, bo różnica doświadczeń, różnica intelektualna była duża. Proszę pamiętać, że ja miałem wtedy 20 lat” – zripostował Rabiej. Sprawa była wówczas „na topie”, ponieważ w internecie krążyło wspólne zdjęcie Kaczyńskiego i Rabieja z publicznych występów w latach 90.

Omerta LGBT

Orientacja seksualna jest prywatną sprawą każdego człowieka. Robienie na siłę „coming outów”, czyli pisanie kto co robi prywatnie w łóżku (jeżeli dotyczy, to pełnoletnich osób za ich zgodą) jest niesmaczne. Problem zaczyna się wtedy, gdy sprawy te dotyczą polityków atakujących lobby LGBT (czyli wspierające środowiska Lesbijek, Gejów, Biseksualne i Transseksualne). Takie osoby są narażone na szantaż. Tak polityczny, jak i ze strony tajnych służb, zarówno polskich, jak i zagranicznych.

„Tajemnicą poliszynela jest, że w PiS są geje. Potrafię ich wskazać. Nie zrobię tego, żeby później nie uczestniczyć w tej głupiej grze” – mówił w marcu 2019 r. podczas kampanii do europarlamentu Robert Biedroń, wówczas lider Wiosny (dziś jeden z liderów Lewicy), jeden z najbardziej znanych homoseksualnych polskich polityków.

Czy biorąc pod uwagę, że lider środowiska LGBT publicznie grozi palcem politykom PiS („wiem, ale nie powiem”), to środowisko może realnie stawiać czoła żądaniom przywilejów dla środowisk LGBT? Są de facto zakładnikami własnej tajemnicy. Tą hipokryzję PiS piętnował publicznie były minister finansów w rządzie PO-PSL Jacek Rostkowski. „To jest po prostu podłe i paskudne.

[atakowanie przez polityków PiS środowisk LGBT – red.]

Poza tym jest szczytem hipokryzji, bo wszyscy wiedzą, że nie ma partii politycznej w Polsce, gdzie jest więcej niezdeklarowanych gejów niż w PiS-ie i szczególnie na najwyższych pozycjach w PiS” – podsumował Rostkowski.

W kontekście tych komentarzy wojenki medialne jakie politycy PiS toczą ze środowiskami LGBT wyglądają bardziej na „ustawki” medialne mające mobilizować nieświadome niczego elektoraty, niż na faktyczny spór światopoglądowy.

Postawa Biedronia i Rabieja jest typowa dla polskich środowisk LGBT. Publicznie przyznają oni, że wśród medialnych przeciwników LGBT jest sporo ukrytych homoseksualistów, pytani o konkrety, odmawiają jednak odpowiedzi. Mimo deklarowanych różnic w poglądach „coming out”, który „Gazeta Wyborcza” zrobiła p.o. Pierwszego Prezesa SN Kamilowi Zaradkiewiczowi, to wciąż rzadkość.

Tymczasem politycy PiS mówią otwarcie, że jednym z kryteriów dostępu do wysokich stanowisk państwowych czy w spółkach skarbu państwa, jest właśnie poparcie różowego lobby w PiS. Przy czym jak zaznaczają nasi rozmówcy z PiS, fakt posiadania żony i dzieci nie przeszkadza, należeć do tego środowiska. Właśnie Jarosław Kaczyński ma mieć słabość do promowania osób z tego kręgu. Drugim rozgrywającym ma być brat wpływowego polityka obozu „Zjednoczonej Prawicy”. To wszystko sprawiło, że na początku 2019 r. „Wiosna” Roberta Biedronia była postrzegana jako dywersja  wobec Platformy Obywatelskiej, uzgodniona przez środowiska LGBT. Potwierdzeniu tej hipotezy miały być znikające dokumenty sprawy karnej Biedronia, który został uznany w 2000 r. przez sąd winnym pobicia matki.

Tego typu sprawy narażają polityków na szantaż, dlatego powinny być nieustannie pod kontrolą mediów.

Jan Piński

Pokaż więcej Jan Piński
Pokaż więcej w  Kraj

Zobacz też

Dlaczego zagłosuje na Rafała Trzaskowskiego

W każdych wyborach prezydenckich od 1997 r. głosowałem na Janusza Korwin – Mikke. Lub nie …