Celem sowieckiej prowokacji w Kielcach było odwrócenie uwagi świata od sfałszowanego referendum z 30 czerwca 1946 r. Chodziło także o to, aby przedstawić Polaków jako zwyrodnialców i prymitywów, którzy gdyby nie pilnująca ich Armia Czerwona dokończyliby niemiecką zbrodnię Holokaustu. To kłamstwo, niestety funkcjonuje do dziś.

„Ofiarom prowokacji UB” –  tej treści wieniec złożyli działacze „Solidarności” z okazji 73 rocznicy pogromu Żydów w Kielcach. Z tego wydarzenia próbowano zrobić skandal. 16 lat temu Instytut Pamięci Narodowej umorzył śledztwo w sprawie pogromu. Ta decyzja dziś jest podstawą do twierdzeń, że żadnej prowokacji nie było.

Tymczasem prosta analiza dostępnych faktów pozwala postawić tezę, że mord na Żydach w Kielcach był zaplanowaną akcją sowieckich komunistów. Celem było odwrócenie uwagi świata od sfałszowanego referendum z 30 czerwca 1946 r. Chodziło także o to, aby przedstawić Polaków jako zwyrodnialców i prymitywów, którzy gdyby nie pilnująca ich Armia Czerwona dokończyliby niemiecką zbrodnię Holokaustu. Sowietom chodziło też o wygnanie Żydów z  Polski do Palestyny, gdzie tworzyły się zręby przyszłego państwa Izrael. Sowieci uważali, że Izrael będzie w ich rękach narzędziem do demontażu brytyjskich wpływów w Afryce i na Bliskim Wschodzie.

Brak uczciwego śledztwa w sprawie pogromu Kieleckiego przypomina sprawę zbrodni w Jedwabnem. Tam też w imię podtrzymania mitu o polskim udziale w zbrodni nie przeprowadza się ekshumacji ofiar, która pozwoliłaby odtworzyć przebieg wydarzeń. W Kielcach 1946 r. doszło do zbrodni, która miała usprawiedliwić oddanie Polski pod kontrolę Sowietów. Znany pisarz i dziennikarz Krzysztof Kąkolewski łączył inscenizację pogromu z rozpoczęciem 1 lipca 1946 r. postępowania w sprawie zbrodni katyńskiej przed trybunałem w Norymberdze. Starzy sowieccy komuniści nie wypierali się specjalnie tej zbrodni. „Wszystkie chwyty są dozwolone, gdy się chce wygrać. (…) Jeszcze nie czas o tym mówić. Liczyliśmy na błąd naszych przeciwników. Musieli go w końcu zrobić. Nie mogliśmy jednak dłużej czekać. Potrzebny był jakiś przyśpieszacz. Stąd pogromy i inne fortele – zdradził Anatol Fejgin, jeden z największych sowieckich zbrodniarzy w Polsce w wywiadzie udzielonym Henrykowi Piechuchowi w 1990 r.

Motywy zbrodni

„Reżimowi warszawskiemu zależy na odwróceniu uwagi światowej opinii publicznej od swoich ogromnych problemów w administrowaniu krajem – ponieważ nie opiera się on na woli większości Narodu Polskiego – lecz potężnej policji bezpieczeństwa, za którą stoi okupacyjna armia sowiecka. W chwili, kiedy opinia publiczna krajów demokratycznych zaczyna sobie zdawać sprawę z oszustw i nadużyć, jakie popełnia w Polsce prosowiecki reżim (by wspomnieć tylko ostatnie, oszukańcze referendum), rząd warszawski sprowokował morderstwa w Kielcach – ubierając się w togę obrońcy społeczności żydowskiej – aby upozorować, że jest za obroną demokracji” – napisali w liście otwartym już 7 lipca (3 dni po zbrodni) polscy intelektualiści w Stanach Zjednoczonych (część z nich była pochodzenia żydowskiego).

       Sowieckie władze wprost próbowały obciążać za tą zbrodnię siły niepodległościowe. „Wydarzenia w Kielcach były dziełem emisariuszy Rządu Polskiego na Zachodzie i generała Andersa przy poparciu AK-owców” – twierdził Stanisław Radkiewicz, komunistyczny Minister Bezpieczeństwa Publicznego. „Faszyści polscy, ci sami, którzy tak entuzjazmują się na sam widok pana Mikołajczyka i których on wita lordowskim uśmiechem zadowolenia, prześcignęli w antysemickim szale morderców hitlerowskich” – tak z kolei kłamał ówczesny sekretarz generalny Polskiej Partii Robotniczej (poprzedniczka PZPR) Władysław Gomułka. W oficjalnej odezwie do ludności Kielc napisano, że „opłacane złotem bandy leśne NSZ, WiN, AK dokonały zbrodni”. „Precz z rządem, premierem, bezpieczeństwem”, „Niech żyje Anders”, a w tłumie jakoby uwijali się ludzie w mundurach andersowskich, którzy dyrygowali tłumem” – twierdził Grzegorz Korczyński, wówczas komunistyczny pułkownik. Fakt iż w rolę oskarżyciela wcielił się Korczyński odpowiedzialny w czasie wojny za zamordowanie setek Żydów z pobudek rabunkowych (w ramach „partyzanckich działań” Gwardii Ludowej), najlepiej pokazuje intencje sowieckich komunistów. Za swoje zbrodnie Korczyński zresztą nigdy nie został osądzony. Mimo, że sowieci mieli dowody jego sprawstwa w mordach.

       Powołania komisji śledczej do sprawy mordu w Kielcach chciał Stanisław Mikołajczyk, szef Polskiego Stronnictwa Ludowego, jedynej niezależnej wówczas siły politycznej. Mikołajczyk był wicepremierem w sowieckim rządzie, ale jego wpływy były iluzoryczne. Jego apel o komisję śledczą pozostał bez odpowiedzi. Próby zaś opisania i zebrania świadectw o faktycznym przebiegu pogromu – zostały usunięte z „Gazety Ludowej” przez cenzurę.

Sowieckie odciski palców

Pretekstem, który posłużył do zorganizowania pogromu było rzekome porwanie i przetrzymywanie przez Żydów 8-letniego chłopca Henryka Błaszczyka w budynku przy ul. Planty 7. Milicjanci wysłali 6 osobowy oddział, aby aresztował wskazanego przez 8-latka porywacza. Po dokonaniu aresztu na Planty wysłano kolejny patrol liczący kilkunastu milicjantów, który działał już bardzo nietypowo. To znaczy informował przechodniów, że Żydzi porywają dzieci, aby następnie je mordować. Nic więc dziwnego, że pod budynkiem Planty 7 zaczęli się gromadzić ludzie podburzani przez milicje. W tym zamieszkałym przez Żydów budynku był oddziału Komitetu Żydowskiego. Jego szef rabin Seweryn Kahane zadzwonił do Ministerstwa Bezpieczeństwa Publicznego z prośbą o pomoc. Na miejsce zostało skierowane oddziały wojska i Korpusu Bezpieczeństwa Wewnętrznego. Zamiast jednak ochraniać zagrożoną pogromem ludność rozpoczęli mordy. Ten fakt iż pogrom rozpoczęło umundurowane sowieckie wojsko umyka wszystkim, którzy próbują przedstawiać to co się wydarzyło w Kielcach jako dowód polskiego antysemityzmu. To żołnierze, milicjanci i ubecy rozpoczęli mordy na Żydach 4 lipca 1946 r. To oni wyciągali Żydów ukrywających się w mieszkaniach i wypędzali pod podburzony wcześniej przez nich tłum.

Pogrom próbowali powstrzymać odważni księża, którzy przybili na miejsce z kieleckiej katedry ks. Jan Danielewicz i ks. Roman Zelek. Obaj nie zostali jednak dopuszczeni przez wojsko w rejon gdzie rozgrywała się tragedia.

Oprócz bezsprzecznych faktów iż mordy na Żydach zainicjowała i przeprowadziła sowiecka bezpieka, pozostają mocne poszlaki o zaplanowanym charakterze tego mordu. 1 lipca 1946 r. do Kielc przybył płk Michaił Dyomin – oficer sowieckiego Smierszu (kontrwywiadu). Dyomin w Kielcach spotkał się  z  szefem kieleckiego UB płk Władysławem Spychajem – Sobczyńskim i jego sowieckim doradcą  płk Natanem Szpilewojem z NKWD. Dyomin, jak i Szpilewoj (z pochodzenia Żydzi) specjalizowali się   w działaniach  „na kierunku żydowskim” byli później oficerami rezydentury sowieckich służb w Izraelu.  Spychaj – Sobczyński mówił znajomym w rodzinnym Koninie, że pogrom kielecki został zainspirowany przez Moskwę, a jego  przebieg od początku do końca był kontrolowany  przez Sowietów.

Oprócz pogromu w Kielcach komuniści próbowali przeprowadzać analogiczne prowokacje w innych miastach. W Częstochowie prowokacja się nie udała dzięki zdecydowanej postawie księży, którzy nie dopuścili do zmanipulowania ludzi. Dlatego też pogrom i mordy w Kielcach zaczęli bezpieczniacy. Była to już kolejna próba, która nie mogła się nie powieść. Od roku alianci wówczas rozważali wojnę ze zbrodniczą Rosją Sowiecką (operacja miała kryptonim Unthinkable, czyli nie do pomyślenia). Przedstawianie Polaków jako prymitywnych morderców, których w karbach trzymają Rosjanie było obliczone, aby spacyfikować tych anglosaskich polityków, którzy chcieli uwolnić ludność Europy Środkowej i Wschodniej od nieludzkiego systemu. Fakt iż 73 lata po tej zbrodni wieniec ze stwierdzeniem oczywistej prawdy (iż pogrom był sowiecką prowokacją) wywołuje jakieś negatywne emocje pokazuje jak bardzo „kłamstwo kieleckie” wbiło się do polskiej historii. Warto byłoby, aby Instytut Pamięci Narodowej wznowił śledztwo i postawił kres sowieckiemu kłamstwu.

Jan Piński

Autor jest redaktorem naczelnym portali sluzbyspecjalne.com i Wiesci24.pl

Pokaż więcej Jan Piński
Pokaż więcej w  Kraj

Zobacz też

Niebezpiecznik.pl pomaga służbom nabierać naiwnych. Dlaczego tłumaczy się za Ziobrę?

„Nie, polskie służby nie złamały Signala i WhatsAppa. Ziobro tego nie powiedziałR…