Sekrety profesjonalnej manipulacji

Historia służb specjalnych, to historia kłamstwa. Podstawowe szkolenie wszelkiej maści oficerów służb sprowadza się do jednego zdania: generalnie wszystkiemu zaprzeczamy. O dobrych oficerach służb mówi się, że jak widzi się ich ślady, to nigdy nie wiadomo czy szli do przodu, czy też cofali się tyłem. Technik kłamstw, których uczeni są ludzie służb nie są wiedzą tajemną. Jednak mało kto sprzedaje tą wiedzę w taki sposób, gdyż jest szkodliwa społecznie. Nawet profesjonalni wykładowcy teorii manipulacji, kłamstwa i wywierania wpływu, twierdzą publicznie, że uczą ludzi jak nie dać się manipulować. Samo zaś kłamstwo publicznie potępiają. Tymczasem dla ludzi służb specjalnych kłamstwo jest narzędziem pracy i sposobem na funkcjonowanie zawodowe. Dobrzy oficerowie służb specjalnych są doskonałymi kłamcami. Najczęściej również psychopatami lub socjopatami. Ponieważ kłamstwo musi być dla nich czymś naturalnym i zgodnym z ich charakterem.

Ludzie lubią kłamców

Aby przekonać się o tym, że ludzie lubią kłamców wystarczy prześledzić kariery polityków w demokracjach. Nie ma przypadku polityka, który zdobył władzę i nie musiał po drodze kłamać. „Ludzie nie dlatego wierzą w kłamstwa, że muszą, ale dlatego, że chcą w nie wierzyć.” zauważy– Malcolm Muggeridge, angielski dziennikarz i naukowiec, prawdopodobnie także współpracownik brytyjskich służb specjalnych. Pierwszą podstawową zasadą ludzi, którzy są przeszkolonymi kłamcami jest to, że nie można ich złapać. Zawsze będą wszystkiemu zaprzeczać. Jeden z byłych szpiegów tłumaczył mi to obrazowo. „Jeżeli twoja żona złapie cię, w łóżku z kochanką, to zaprzeczaj, że do czegokolwiek doszło. Zawsze pozostaną wątpliwości” – mówił. Dlatego kłamca przeszkolony przez służby nie notuje wpadek. On się nigdy nie przyznaje.

Jak to działa w praktyce pokazuje przykład byłego polskiego premiera Józefa Oleksego, przeszkolonego jako oficer przez elitarny sowiecki oddział dywersji Agenturalny Wywiad Operacyjny. Oleksy zataił współpracę z AWO i został oskarżony o kłamstwo lustracyjne. Bronił się jednak, że nie przyznał się, ponieważ nie wiedział iż trzeba wykazywać współpracę z AWO jako pracę na rzecz służ PRL. O tym, że nie musi tego ujawniać miał go zapewnić szef Wojskowych Służb Informacyjnych w 1997 r. , kontradmirał Kazimierz Głowacki. Gdy 12 października 2007 r. Sąd Najwyższy umorzył sprawę uznając, że Oleksy nie wpisał swojej współpracy z AWO w wyniku błędu, sam zainteresowany natychmiast ogłosił dziennikarzom, że „SN potwierdził iż nigdy nie byłem agentem”. Dziennikarze bezmyślnie zacytowali słowa byłego premiera i w świat poszła informacja, że SN oczyścił z zarzutów kłamstwa lustracyjnego Oleksego. Proszę zwrócić uwagę, na główny składnik kłamstwa Oleksego: niewiarygodny tupet i bezczelność.

       Miałem okazję osobiście poznać Oleksego i obserwować w jaki sposób kłamie. Trzeba przyznać, że był wyjątkowym przykładem połączenia szkolenia z naturalnym talentem i inteligencją. Gdy w 2005 r. przygotowałem materiał o obecności jego żony Marii Oleksy w radzie nadzorczej spółki Pollex, Oleksego wówczas prominentnego polityka SLD poprosiłem o komentarz tuż o 22 w nocy, gdy wychodził z Sejmu. Doskonały kłamca wiedział, że ślady po bytności jego żony w tej spółce miały być wyczyszczone, ale nie widział czy tak się stało na pewno. Potwierdził więc, że owszem była w radzie nadzorczej. Tylko po to, aby kilka tygodni później stwierdzić, że się pomylił i jego pomyłka jest jedynym dowodem na obecność jego żony w tej firmie (mylił się, był jeszcze przelew wynagrodzenia). Na kolejnym spotkaniu (w dawnej siedzibie SLD przy ulicy Rozbrat) Oleksy poinformował mnie, że przyjmuje moje przeprosiny (których, oczywiście nie składałem) i wybacza mi to, że zaufałem jego wrogom. Następnie stwierdził, że skoro go przeprosiłem za swój błąd, to on może w ramach uznania dla mojego gestu opowiedzieć mi o rzeczach, które mogą mnie interesować. Np. o relacjach pułkownika KGB Władimira Ałganowa z Aleksandrem Kwaśniewskiem. Tak właśnie działa profesjonalny kłamca. Z zasady się nie myli.

Aby kłamać, trzeba wiedzieć

Oficerowie służb specjalnych są szkoleni w taki sposób, aby tworzyć wiarygodne kłamstwa. Najlepiej niesprawdzalne lub trudno weryfikowalne. Zapomnijcie o scenach filmowych, na których bohaterski szpieg pluje w twarz przesłuchującemu z okrzykiem „nic ze mnie nie wyciśniecie”. Dobry szpieg będzie mówił dużo i namiętnie. W jego opowieści ponad 90 proc. będzie prawdą, jednocześnie brakujące kilka procent będzie tak zniekształcało całościowy obraz, że przesłuchujący niewiele z tego wyniesie. Dlaczego ludzie mówią? Jak opowiadał mi pewien oficer izraelskich służb specjalnych każdy ma jakąś słabość. Dla jednych facetów są to jaja, dla innych oczy. „Po stracie jednego z pary, człowiek bardzo chce zachować to co zostało” – tłumaczył obrazowo. Dobrzy szpiedzy wiedzą więc, że muszą mówić i to na tyle przekonująco, aby rozmówca nie uważał za konieczne sięgnięcie po przemoc.

       W 2004 r. jedna z polskich prokurator aresztowała X. Był on byłym oficerem Wojskowych Służb Informacyjnych. Jego teczki próżno było jednak szukać w macierzystej formacji. W latach 90. bowiem został zatrzymany przez czeską policją pod zarzutem przemytu narkotyków. Jego akta wówczas wyczyszczono, a sam zainteresowany został nierejestrowanym współpracownikiem wojskówki do zadań specjalnych. Złapany przez prokuraturę na przestępstwach paliwowych przedstawił się jako współpracownik Agencji Bezpieczeństwa Wewnętrznego, dla której rozpracowywał kryminalistów. X rzeczywiście miał kontakt z oficerami ABW. Nie powiedział jednak prokuratorom, że odrzucono jego aplikacje o współpracę z uwagi na to iż negatywnie przeszedł badanie na wykrywaczu kłamstw. Następnie opowiedział o prawdziwych przestępstwach i powiązaniach personalnych ubierając to w formę raportów z własnej pracy. Tak skutecznie zagmatwał prace prokuratury, że nie była ona w stanie przerobić informacji, którymi ją zarzucił. W efekcie po kilku miesiącach opuścił areszt, a jego sprawa zaczęła się ślimaczyć. Kluczem do sukcesu było w jego wypadku przedstawienie prawdziwych informacji w fałszywych okolicznościach, co stawiało śledczych w sytuacji, w której musieli weryfikować kto kłamie: ich zatrzymany, czy oficerowie ABW. Żadna ze stron nie miała czystego sumienia, więc poziom skomplikowania sprawy stał się tak duży, że nikt nie wiedział o co w niej naprawdę chodzi. Czesław Miłosz poetycko kiedyś napisał o tej taktyce jedno zdanie: „Niech kłamstwo logiczniejsze będzie od wydarzeń, aby znużeni wędrówką znaleźli  ukojenie.”

Spokojny kłamca

Dobry kłamca jest spokojnym człowiekiem. Jednym z podstawowych błędów kłamcy jest oburzenie. Jak zauważył już niemiecki filozof Fryderyk Nietzsche „Nikt tak nie kłamie jak człowiek oburzony”. Im człowiek bardziej się oburza, tym jego kłamstwo staje się bardziej widoczne. W polskiej rzeczywistości publicznej takich oburzonych kłamców było wyjątkowo dużo. Najbardziej znanym przypadkiem jest Lech Wałęsa, oburzający się na każdego kto pytał go związki ze Służbą Bezpieczeństwa. Wałęsa nie był specjalnie przeszkolonym kłamcą i to było po nim widać.

       Odwrotnością prymitywizmu Wałęsy były publiczne wystąpienia byłego peerelowskiego oficera wywiadu, działającego pod fałszywą tożsamością Tomasza Turowskiego. Swoją szpiegowską misję w Watykanie przedstawił nie jako inwigilowanie stolicy apostolskiej i papieża, ale jako jego… ochronę. Jest to klasyczne bezczelne bezpieczniackie kłamstwo, ale którego nie sposób wprost obalić. Po prostu Turowski wie, że nikt w PRL-u nie wytworzył dokumentów na temat prawdziwych intencji działalności sowieckich (a więc również tych z PRL) służb w Watykanie. Pomysł, że komunistyczni kacykowie tak drżeli o życie Jana Pawła II iż posyłali do Watykanu szpiegów by go chronić, jest tyleż zabawny, co niedorzeczny. Turowski, jako zawodowy kłamca, nie ma z tym kłopotu. On po prostu opowiada historię, w którą ktoś może wierzyć lub nie, ale ta historia jest spójna.

Dobra pamięć i planowanie

Dobrzy kłamcy muszą mieć doskonałą pamięć. To znaczy nie można kłamać wiarygodnie, jeżeli nie pamięta się co się mówiło. „Nigdy nie zalecałbym oszustwa czy kłamstwa. Zwłaszcza dla człowieka, który ma kiepską pamięć, kłamstwo jest największym wrogiem. Prawda jest twoim najlepszym przyjacielem, w każdych okolicznościach” – przekonywał – Abraham Lincoln, uważany za jednego na najbardziej wybitnych prezydentów w historii USA. W tekście Lincolna zawarta jest recepta na doskonałe kłamstwo. Czyli można mówić prawdę i kłamać jednocześnie. Po pierwsze nie mówiąc całej prawdy, po drugie opierając swoje kłamstwo o fakty, które łatwo zweryfikować. 

Dobry spontaniczny występ, który trwa kilka minut, to dla kłamcy zwykle wielogodzinny wysiłek. Dobry kłamca nie tylko powtarza sobie w myślach swoją historię, ale przede wszystkim sprawdza wszystkie jej słabe strony. Jest świadomy tego, że jego historia może być zdemaskowana. Ale ma w zanadrzu argumenty ratujące historię. Może też założyć pozorną wpadkę, która zwiększy jego wiarygodność. Jeżeli bowiem okaże się iż rozmawiający z nim dziennikarz lub polityk zarzuci mu kłamstwo, który to zarzut będzie w stanie błyskawicznie odeprzeć lub ośmieszyć, to jego wiarygodność wzrośnie.

       Właśnie przy planowaniu jest najtrudniejsza dla kłamców sytuacji. Zbyt doskonała historia jest bowiem takim samym sygnałem, że mamy do czynienia z kłamstwem, jak taka, która kompletnie „nie trzyma się kupy”.

Jak zdemaskować kłamcę

W filmie Patryka Vegi „Służby specjalne” jest scena, w której główna bohaterka oszukuje wykrywacz kłamstw, dzięki sztuczce z wbiciem sobie pinezki w stopę. Ból tak ją rozprasza, że wyniki na wykrywaczu kłamstw są zaburzone i wobec tego nie są w stanie dać odpowiedzi czy ktoś kłamie czy nie. Działanie wykrywacza kłamstw opiera się na mimowolnych reakcjach naszego organizmu. Nieprawdziwe są twierdzenie, że nie da się kontrolować wykrywacza kłamstw. Da się, ale wymaga to ogromnego przygotowania treningowego. W większości wypadków specjalistami od oszukiwania wykrywacza kłamstw są osoby, które umieją medytować i kontrolować reakcje swojego organizmu. Kluczem jest osobowość. Jeżeli uważamy kłamstwo za część naszej osobowości, wówczas to brak kłamstwa będzie widoczny na wykrywaczu kłamstw, a nie jego wypowiedzenie. Po prostu wykrywacz kłamstw działa w oparciu o poczucie winy z łamania wartości, które zostały nam wpojone. Psychopaci i socjopaci nie mają poczucia winny więc ich reakcje na wykrywacz kłamstw mogą nie dawać żadnych wskazówek.

Znacznie lepszą metodą jest nauczenie się dostrzegania szczegółów. Są tzw. markery ogólne sygnalizujące, że nasz rozmówca kłamie. Zalicza się do nich: brak kontaktu wzrokowego, zamknięta postawa, napięcie nerwowe, rumieńce i tiki, generalnie wszystkie niestandardowe zachowania.

Jeżeli chcesz poznać prawdę, to musisz pytać, słuchać i obserwować. Pamiętaj, że musisz być gotowy na to, aby rzeczywiście poznać prawdę. Pamiętam jak pewna dziewczyna nie chciała usłyszeć, że ówczesny narzeczony ją zradza i „łykała” dowolne jego kłamstwa, jak chociażby o egzotycznej wycieczce z ojcem do azjatyckiego kraju, z której, niefortunnie, skasowały się wszystkie zdjęcia. Jeżeli chcesz np. dowiedzieć się czy Twoje dziecko spożywa alkohol, to wystarczy zadać kilkanaście pytań według następującego schematu. Jaki alkohol teraz spożywają młodzi ludzie z jego towarzystwa. Czy wie jakie konkretnie rodzaje i marki trunków są popularne. Czy i jaki alkohol i kiedy mu proponowano? Jaki alkohol pili jego koledzy. Co sądzi o piciu alkoholu przez niepełnoletnich? Jaki ktoś mógłby mieć cel, aby mówić, że pijesz alkohol. Czy alkohol jest obecny na imprezach, na które chodzisz? Co sądzisz o niepełnoletnich, którzy piją alkohol. Czy jest coś, o co cię nie zapytałem, a chciałbyś mi powiedzieć?

Nie możliwości, aby normalne dziecko mające coś na sumieniu – w tym wypadku z alkoholem, ale pytać w ten sposób można także o narkotyki, utrzymało spójną wersję wydarzeń.

Podobne mechanizmy działają na dorosłych. Jeżeli chcą kłamać, to ich historia szybko przestanie być spójna, a oni sami zaczną się denerwować. Analogiczną sztukę szeregu pytań otwartych i zamkniętych należy stosować gdy chcemy się dowiedzieć czy nasz partner jest wierny. Odpowiedź na pytanie o wierność „nigdy Cię nie zdradziłem/zdradziłam”, sugeruje, że taki fakt miał miejsce. Ludzki mózg bowiem nie rozróżnia operatora „nie” i udzielając takiej odpowiedzi nasz partner ma zapewne przed oczyma zdradę, której dokonał. Znacznie lepszą odpowiedzią jest byłem/byłam wierna. Z pytań z tej branży jest cały szereg podchwytliwych: kto jest według ciebie atrakcyjny? Dlaczego?

Po co ktoś mógłby twierdzić, że masz romans? Miałaś/miałeś z kimś romans od kiedy jesteś ze mną? Kobiety padają po pytaniach, w stylu czy to moja wina, że czujesz się emocjonalnie związana z kimś innym? Co musiałoby się stać, abyś mnie zdradziła/zdradził. Czy ktoś Cię ostatnio podrywał? I standardowe: czy chcesz mi o czymś powiedzieć. Ludzie gubią się po takich pytaniach w gąszczu poczucia winy i własnych kłamstw (jeżeli mają coś do ukrycia).

Bycie doskonałym kłamcą czyni nas automatycznie równie dobrym wykrywaczem cudzych kłamstw. Przykre jest jednak to, że naprawdę dobry kłamca musi po prostu być złym człowiekiem. Bo dobry kłamca nie może mieć wyrzutów sumienia.

Jan Piński

Pokaż więcej Jan Piński
Pokaż więcej w  Aktualne

Zobacz też

Agencja Specjalnej Troski

Po tym jak portal sluzbyspecjalne.com ujawnił aferę pedofilską w Agencji Wywiadu, propagan…