Czy to możliwe, aby szefostwo Centralnego Biura Antykorupcyjnego tolerowało w swoich szeregach funkcjonariusza, który sprowadza prostytutki do miejsca pracy, przekazuje informacje o działaniach biura dziennikarzom i last but not least wykorzystuje zasoby biura do sprawdzania w nim osób nie związanych z jego pracą? Dotarliśmy do informacji, które wskazują, że tak właśnie dzieje się w sprawie funkcjonariusza CBA Artura Chodzińskiego  Szefostwo w tej sprawie nie robi nic, tolerując patologiczne i niebezpieczne wyczyny jednego z pracowników Biura. A funkcjonariusze CBA są przekonani, że Chodziński jest nietykalny z powodu wiedzy, która mogłaby zaszkodzić obecnemu szefostwu służb.

Człowiek z przeszłością

O Arturze Chodzińskim media pisały już wiele razy. Za każdym razem były to informacje niezbyt dobrze świadczące o CBA jak i całym szefostwie tej służby. Chodziński karierę zaczynał, jako dziennikarz wrocławskiego ośrodka „Gazety Wyborczej”, Kiedy w 2006 roku powołano CBA dostał pracę w Biurze Prasowym. Szybko stał się jednym z najbardziej zaufanych ludzi szefostwa CBA, Macieja Wąsika i Ernesta Bejdy, ten ostatni w tamtym czasie kierował wrocławską delegaturą CBA.

Najpoważniejszym zarzutem do pracy Artura Chodzińskiego jest to, że mógł stać za przeciekami do zaprzyjaźnionych dziennikarzy. W każdej służbie jest to sytuacja, która stawia na nogi całe szefostwo. Tak też było w CBA. W 2015 r. do mediów trafia informacja, że Chodziński na nocnym dyżurze wprowadził do budynku wrocławskiej delegatury CBA prostytutkę. Nie chodziło bynajmniej o kwestie obyczajowe. Nikt z poza CBA nie miał prawa przebywać na terenie budynku, w którym znajdowały się dokumenty z tajnych działań służby. Po tym skandalu szef wrocławskiej delegatury odkrył, że Chodziński ściągał z bazy CBA informacje, które nie miały żadnego przełożenia na jego pracę i dokumentację służbową. Interesowały go sprawy, którymi sam się nie zajmował. Wobec Chodzińskiego wszczęto postępowanie dyscyplinarne.

W tamtym czasie szef wrocławskiej delegatury nie miał wiedzy, że wobec Chodzińskiego prowadzona jest już operacja specjalna Biura Kontroli i Spraw Wewnętrznych, a chodziło o przeciek z lutego 2015 roku, kiedy to Cezary Gmyz ujawnił meldunki operacyjne CBA w sprawie spotkań z Markiem Falentą zamieszanym w sprawę afery taśmowej. Obok Gmyza w programie TV Republika obecny jest też Ernest Bejda. Na korytarzach CBA mówiono wprost, że za przeciekiem stoi Chodziński. Tak też wykazała wewnętrzna kontrola, że „kretem” jest nie kto inny, a sam Artur Chodziński. Sprawa była tak poważna, że wizytę we Wrocławiu złożył szef CBA Paweł Wojtunik. Wyszło też na jaw, że Chodziński ma bliskie kontakty z funkcjonariuszami Biura Kontroli i Spraw Wewnętrznych, to za ich pośrednictwem informacje i dokumenty trafiać miały właśnie do niego, a następnie do dziennikarzy. Cała trójka była zatrudniona w CBA jeszcze za czasów Mariusza Kamińskiego.

Gdy wybuchł skandal z prostytutką sprowadzona do CBA przez Chodzińskiego to wysocy rangą funkcjonariusze BKiSW zostali przyłapani na instruowaniu go, jak ma się bronić w postępowaniu dyscyplinarnym. Chodziński twierdził, że nie była to żadna prostytutka, tylko siostra. Poproszony przez prowadzącego postępowanie o dostarczenie chociaż jednego zdjęcia siostry nie zrobił tego. Chodziński zapowiadał też pozwy wobec tych dziennikarzy, którzy będą rozpowszechniać informację z „prostytutką” którą miał sprowadzić. Jednak autorzy pierwszego tekstu o tej sprawie w TVN pozwu nie dostali.  

Ówczesny szef CBA Paweł Wojtunik uznał, że sprawa wycieku jest poważna i należy złożyć zawiadomienie do Prokuratury Generalnej o podejrzeniu popełnieniu przestępstwa. Śledztwo zostało wszczęte, a zamieszanym w przeciek w tym Arturowi Chodziński grozić miały zarzuty przekroczenia uprawnień dla osiągnięcia korzyści osobistej i ujawnienia informacji niejawnych.

Po skandalu z prostytutką i wyciekiem informacji Chodziński wyleciał dyscyplinarnie ze służby. Jego obrońcą został wówczas… Ernest Bejda. Jednak po zmianie władzy dla nowego szefa CBA, którym został Bejda oskarżenia pod adresem Chodzińskiego nie były przeszkodą, aby przywrócić go do służby. Na krótko trafia do centrali, tym razem do wydziału nadzoru po czym ponownie wraca do pracy we wrocławskim CBA. Dlaczego? -Jest konfliktowy. Odesłali go do Wrocławia, bo mieli go zwyczajnie dosyć – mówi nasz informator.

Pomocny prokuratur zwany „Rybką”

Śledztwo w sprawie trwało i było prowadzone przez Mazowiecki Wydział Zamiejscowy ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej. Po przejęciu władzy rzez PiS Artur Chodziński nie tylko wrócił do pracy, ale także został dopuszczony do tajemnic Biura, co biorąc pod uwagę trwające śledztwo było niespotykaną sytuacją. Procedura jest jasna. Osoba, wobec której prowadzone jest prokuratorskie śledztwo ma odebrany certyfikat bezpieczeństwa. Mimo to Chodziński za przyzwoleniem „góry” był dopuszczany do niejawnych dokumentów oraz systemów informatycznych. Zdaniem naszego rozmówcy jest to złamanie ustawy o ochronie informacji niejawnych. Ernest Bejda nie widział jednak w tym nic nagannego i do czasu zakończenia śledztwa tolerował pracę Chodzińskiego na danych objętych tajemnicą.

Artur Chodzińskilubi wśród znajomych przechwalać się tym, kogo to nie zna i z kim jest na „ty”. Podobnie było w sprawie śledztwa umorzonego na przełomie 2016 i 2017 roku. Nasz rozmówca z prokuratury uważa, że sprawę umorzył mu prokurator z Biura ds. Przestępczości Zorganizowanej i Korupcji Prokuratury Krajowej zwany przez kolegów „Rybką”. Ani Prokuratura Krajowa, ani Prokuratur, który według naszych informatorów nazywany jest „Rybką” nie chcieli z nami rozmawiać o tej sprawie. Pytania o znajomość z poszczególnymi funkcjonariuszami CBA ów prokurator pozostawił bez odpowiedzi.

Ustaliliśmy, że śledztwo prowadzone było w części jawnej i niejawnej. Odmówiono nam jednak udostępnienia postanowienia kończącego sprawę w części jawnej. Jest to niespotykana praktyka, bo dziennikarze mają dostęp do postanowień kończących dane postępowanie. Komentując tą sprawę dla nas prokurator z wieloletnim doświadczeniem zwraca uwagę, że policjanci, którzy dokonują nielegalnych sprawdzeń w systemie wylatują ze służby i stawiane są im też zarzuty. – W tej sprawie nie było woli, aby działać zgodnie z wymogami prawa – mówi prokurator.  

Kiedy okazało się, że Chodziński decyzją szefa CBA Ernesta Bejdy otrzymał certyfikat bezpieczeństwa mimo trwającego śledztwa prokuratorskiego dwóch dyrektorów: BKiSW Wiesław F. i Departamentu Ochrony CBA Iwona Z. protestowali przeciwko tej decyzji. Oboje po namowach mieli zdecydować się jednak pozostać na stanowisku.

Dlaczego jest nietykalny

Artur Chodziński lubi chwalić się tym, że dla obecnej władzy zdobył jedną „pulę taśm”. Jeden z naszych rozmówców mówi, że jest nagranie, na którym Chodziński twierdzi, że jest nie do ruszenia, że jeden telefon do Maćka (Maciej Wąsik – przyp. red) wystarczy by miał spokój, jeśli ktoś będzie chciał go wypunktować. Bliskim znajomym Chodziński jest Cezary Gmyz. Do grona zaufanych dziennikarzy należą także Samuel Pereira, który w TVP Info ujawniał nieznane prokuraturze nagrania.  Pereria próbował także bronić Chodziński, kiedy wyszło na jaw, że do budynku CBA sprowadził prostytutkę. Do autora tego tekstu Chodziński także próbował się „przykleić” spotykając się i namawiając do współpracy w jednej ze spraw. Informował mnie o planowanych działaniach Biura ws. choćby zatrzymań przy „aferze informatycznej”.  Nasz rozmówca uważa też, że do grona zaufanych osób Chodzińskiego należy dziennikarz „Gazety Polskiej” Piotr Nisztor, który w ostatnim czasie na swoim twitterowym koncie zapowiadał kilkukrotnie zatrzymania mające być przeprowadzone przez CBA, po czym faktycznie one następowały. Zdaniem naszego rozmówcy przecieki do Nisztora szły wtedy, kiedy na odprawie o planowanej realizacji zatrzymania dowiadywali się funkcjonariusze CBA w tym gronie znajdował się także Artur Chodzińskiego – Funkcjonariusze CBA to widzą i zaciskają zęby, bo wiedzą, że szefostwo z tym nie zrobi nic, a to naraża ich życie i zdrowie ale i reputację i profesjonalizm całego Biura.

Siła Artura Chodzińskiego objawia się nie tylko w sposobie jakim prowadzone było śledztwo w jego sprawie, ale także w tym co się dzieje z funkcjonariuszami, którzy próbują go przywołać do porządku. Ostatni szef delegatury wrocławskiej CBA Przemysław Kwiecień konflikt z Chodzińskim przypłacił utratą stanowiska.  

Nasi informatorzy twierdza, że Chodziński chociaż jest silny i nietykalny dla obecnej władzy, to nie dostanie nigdy stanowiska kierowniczego, bo Mariusz Kamiński i Maciej Wąsik wiedzą, jakiego „smrodu” mógłby wówczas narobić. Obecnie jest ekspertem, jest to najwyższe 8 w hierarchii stanowisko niefunkcyjne w CBA – mówi nam nasz rozmówca.

Były już szef CBA Ernest Bejda i Artur Chodziński nie odpowiedzieli nam na żadne z pytań jakie do nich wysłaliśmy. Prosiliśmy też o interwencję w tej sprawie szefa służb Mariusza Kamińskiego, jednak bez efektu.

Paweł Miter

Tekst ukazał się w kwietniu 2018 r. na łamach magazynu „Bez Cenzury”.

Pokaż więcej Redakcja
Pokaż więcej w  Aktualne

Zobacz też

Służba Ochrony Państwa chce pływać po morzu

Słynąca z wypadków drogowych SOP (następca Biura Ochrony Rządu) zamierza teraz stać się po…